Legenda głosi, że żył kiedyś w Puszczy Kozienickiej rak, który na głos się przechwalał, że wszystko potrafi. Co by nie trzeba było zrobić twierdził, że robi to najlepiej. Dotarły te głosy do mieszkańców puszczy, a że zbliżało się święto bartników zachwyceni słowami raka ludzie postanowili prosić go o pomoc. Przynieśli rakowi zatem najlepsze warzywa i mięsiwo, aby zupę na biesiadę ugotował. Rak wnet zaczął się uwijać jak w ukropie, warzywa do garnka wrzucać, ugniatać, mięso na strzępy kroić i kwasem podlewać. A w głowę się przy tym drapać, a wąsy szarpać, szczypce ostrzyć. Spróbowali zupy mieszkańcy i pluć naraz zaczęli, bo zupa kwaśna była, warzywa i mięso zmarnowane. Zdenerwowali się strasznie na raka a ten zaczął się tłumaczyć, że garnki i łyżki złe mu przynieśli, warzywa i mięso zaś stare. Uwierzyli rakowi, że jednak ich to wina i kolejną prośbę do niego złożyli , by ubrania na święto im uszył. Materiały zaraz najdroższe mu przynieśli. Rak materiał na trawie rozłożył, nożycami przyciął i sznurkiem zaczął związywać. Zachwycili się wszyscy robotą raka i przymierzać ubrania zaczęli, prężąc się przy tym na wszystkie strony. Lecz nagle co to? Jednemu rękaw odpadł, drugi w łydce ma za ciasno, trzeciemu ubranie na ciele rozpadać się zaczęło. Z nerwem na raka spojrzeli, a ten jakby nic się nie stało tłumaczyć zaczął, że materiał marny przynieśli i przez to zbiegł się im na ciele. Uwierzyli rakowi po raz kolejny, że to ich wina- bo materiał może i był marny, dawno zresztą kupiony, może już i zleżały. Raka więc szybko przeprosili i kolejną prośbę do niego zanieśli aby ich ostrzygł swoimi wspaniałymi nożycami. Rak szczypce wnet naostrzył, wokół człeków biegać zaczął. Tu brodę przyciął, tam włosy modnie dociął i stanął zadowolony ze swojego dzieła. Wnet krzyk dziewczyn się podniósł bo rak im grube warkocze poobcinał i grzywki porobił a chłopom przedziałki w brodach powycinał. Tego było już za dużo. Zdenerwowani mieszkańcy raka złapali, zanieśli go szybko i do bajora wrzucili. Od tamtej pory nikt raka już o pomoc nie prosił, a rak podobno niczym się już nie przechwalał i w bajorze cicho siedział.