Dawno temu nad rzeką Radomką stał stary, wodny młyn „Trawką” zwany. Krążyły o nim dziwne opowieści i nikt po zmroku wolał się nie zapuszczać w te okolice. Gdy pierwszy promień księżyca pojawiał się nad horyzontem, stara budowla nabierała życia. Mówiono, że pojawiają się tam zjawy wszelakie. Stary młynarz również był dziwnym człowiekiem, zboże do mielenia przyjmował tylko w południe, a mąkę oddawał dopiero na drugi dzień. Dodatkowo młynarz nie miał żadnego pomocnika, więc wszyscy w okolicy dziwili się, że sam tak ciężko pracuje. Pewnego razu chłopy z Głowaczowa postanowili podejrzeć co tak naprawdę w młynie się dzieje. O zmroku do budowli cicho się podkradli i przez okienko podglądać zaczęli. A tam praca wrzała, aż się paliło. Koło młyńskie kręciło się jak szalone, a stary młynarz siedział na zydelku i fajkę palił. W rogu zaś poczwara zielona siedziała, z rozczochranymi włosami oraz błoną pławną między palcami, która co żywo mąkę mieliła. Nie minęło dwie godziny jak całe zboże zmielone zostało. Młynarz z sakiewki trzy złote dukaty wyciągnął i wodnikowi do łapska wcisnął. A tamten pochwyciwszy zaraz monety szybko do rzeki wskoczył. Kilka lat później młyn uległ całkowitemu spaleniu, ale okoliczni mieszkańcy powiadają, że płynąc po Radomce można usłyszeć dziwne szumy i szelesty. Niejeden śmiałek próbował też skarb wodnikowy odnaleźć, który ponoć na dnie rzeki nadal spoczywa.