W ostępach leśnych, gdzie dziś położona jest Garbatka żył stary Mliś z córką Anką. Chytry to był chłop i zaślepiony rządzą zysków, więc co dzień z leśnych barci miód niedźwiedzią podkradał. W poszukiwaniu nowych barci coraz głębiej się w puszczę zapędzał, lekceważąc przestrogi starych ludzi, że w bagniskach topielce siedzą , co w odmęty ludzi wciągają. A żeby pieniędzy jak najwięcej do sakiewki upchać córkę do lasu ze sobą zabierał. Razu pewnego gdy o zmierzchu z garncami pełnymi miodu wracali, noga Mlisa ześlizgnęła się z twardej kępy i chłop do bagna wpadł cały. Na oczach córki coraz głębiej w trzęsawisko się zapadał. Anka wnet na pomoc się ojcu z gałęzią rzuciła, lecz stary jak to człek pazerny dzbana z rąk wypuścić nie chciał. Na nic prośby Anki i jej płacz, ojciec zniknął wśród zielonych mchów. Zaś mgliste opary znad grzęzawiska swoje zgniłe łapska ku dziewczynie zaczęły wyciągać. Wnet jak z pod ziemi chłop jak dąb wyrósł a Krępem był zwany. Ankę z oparów torfowiska wyrwał i za Mlisiem w mokradła wskoczył. Za nim zaś podążyła struga czystej wody, która wir tak silny stworzyła, że starego Mlisa z dzbanem w rękach na brzeg wyrzuciła. Wnet bagno przycichło a Kręp jak się pojawił tak zniknął. Od tamtej pory Anka codziennie nad brzegiem bagniska stawała i smutnymi oczyma spoglądała. Aż razu pewnego na bagnisku srebrzyste nitki czystej wody się złączyły, ludzki kształt przybierając i Kręp z wody się wynurzył. Od tej pory zakochani codziennie się spotykali a Kręp o rękę Ankę poprosił. Wyznał jej jednak, że jest duchem leśnym i strażnikiem czystego źródła. Anka tak mocno kochała Krępa, że samotne życie w gęstwinie jej nie przerażało, tylko błogosławieństwo ojca uzyskać by chciała. Gdy prawda na jaw wyszła Mlis w szale na Krępa się rzucił, lecz cwany pomysł w jego głowie zaczął kiełkować. Jako duch leśny – Kręp znać położenie wszystkich skarbów powinien, więc gdy wskaże ich miejsce to miłość do Anki udowodni. Kręp, więc chłopa głębokim wąwozem poprowadził i miejsce ukrycia dwóch skarbów mu wskazał. Pierwszy był dla tych co bogactwa kochają, a szkatułkę pełną złota przedstawiał. Drugi zaś dla tych, co innych kochają- najczystszą, źródlaną wodą. Mliś skarbu nie docenił i oszukany się poczuł. Jednak, gdy łyk wody zaczerpnął i piękno strumienia zobaczył zawstydził się swojej niegodziwości i dzieci zaczął wołać. Od tego czasu zdarza się, że przed wieczorem, gdy wsłuchać się uda w szum potoku, można usłyszeć głos starego Mlisia: Kręp! Anka! Krępczanka, Krępianka.

autor: Mirosław Dziedzicki „Krępowy skarb”